Poèmes de Joanna Pollakówna choisis et traduits par Alice-Catherine Carls

 

OKNO

Ten ptak, co okno w poprzek ciął
ten deszcz, co górę z dołem zszywał
ta gwiazda diagonalą ostrą
przelatująca z sykiem okno.

A ja za oknem. Czas mój obcy
ten czas Łazarza, póki kokon
odgradza go od błysków światła
zamyślonego lotu świata;
ciasny powijak niemowlęcy
płótno dzieciństwa, płótno śmierci.

Teraz dojrzewam już, dorastam –
pękł kokon. W oknie czeka gwiazda.

grudzień 83  

 

La fenêtre

L’oiseau a coupé la fenêtre en deux
la pluie en recoud le haut et le bas
une étoile sifflante la traverse
d’une diagonale nette.

De l’autre côté, moi et mon temps étranger,
temps-cocon qui séparait Lazare
des éclats de lumière et
du vol pensif de la terre;
langes serrés du nouveau-né
drap d’enfance, drap de mort.

Voici venu mon temps, j’ai grandi –
le cocon s’est brisé. L’étoile m’attend à la fenêtre.

décembre 1983

 

ROZWAŻANIA NA TEMAT
  WIECZORNEGO WIDOKU Z OKNA

Na co czeka ta kobieta w pochmurnym blasku wieczoru
stojąc na tle czerwieni w sukni koloru malwy?
Pewnie na nieistotne, pewnie niespore sprawy,
nie pora śledzić kobietę
nie pora smakować barwy.

Co nie jest ważne, nie wiem.
Widzę różowy fiolet,
widzę pochmurne czekanie nalane wieczornym światłem.
Napływa skupiony zachwyt,
grzeszne łakomstwo spojrzeń.

A przecież gdzieś się liczy ten fioletowy poblask
czekanie w szarym różu.
I liczy się, że przez mgnienie
ten fiolet i czekanie we mnie są i przeze mnie
– sens wyznawany szeptem
– w ład nagłe wtajemniczenie.

sierpień 80 

 

Considérations sur
la vue vespérale depuis ma fenêtre

Qu’attend cette femme dans la lueur nuageuse du soir
debout contre un décor rouge dans une robe mauve?
Elle attend sûrement des broutilles, des vétilles,
ce n’est pas le moment d’épier la femme,
ce n’est pas le moment de goûter les couleurs.

Qu’est-ce qui est anodin ? Je l’ignore.
Je vois le violet rose, je vois
la nuageuse attente nimbée par le couchant.
Viennent l’extase recueillie,
la convoitise polie des regards.

Et pourtant quelque part comptent cette lueur violette
cette attente dans le gris-rose.
Et cela compte, qu’en un clin d’oeil
ce violet et cette attente soient en moi, grâce à moi
– sens avoué dans un murmure
– soudaine initiation à l’ordre.

septembre 80

 

DZIECKO-DRZEWO

Niech wyrośnie w tym miejscu,
gdzie będę pod ziemią.
Mną nakarmi swe liście,
niech w wietrze seplenią.
Przemknie poprzez gałęzie
rój ptaków i śnieżyc
w pędzie linią rymując
z powietrzem moje nic.
Nie karmiłam tu córki,
nie karmiłam syna,
niech się pień korzeniami
ode mnie zaczyna.
Niech ząbkuje pączkami,
niech rośnie ogromne
to moje dziecko-drzewo
nie wiedzące o mnie.

marzec 89  

 

L’arbre-enfant

Qu’il pousse à l’endroit
où je serai ensevelie.
De ma chair il nourrira ses feuilles,
qu’elles zézayent dans le vent.
Oiseaux et bourrasques
fendront ses branches
et dans leur élan feront rimer
mon rien avec l’air.
Je n’ai pas nourri de fille ici-bas,
je n’ai pas nourri de fils ici-bas,
que son tronc prenne donc
ses racines en moi.
Qu’il fasse ses dents-bourgeons,
qu’il croisse géant,
cet enfant-arbre à moi
qui ne sait rien de moi.

mars 89

 

STAROŚĆ

Ogarnąłeś mnie chłodem,
który wiać zaczyna
zza kulis,
kiedy się wznosi kurtyna.

Teraz z mrocznej widowni
patrzę w otwartą głębię,
czekając, że dobiegnie
snop jasności wędrownej.

Słowo przez ciemność pomknie
– dramat w aktach się domknie.

1 marca 2000 

 

La vieillesse

Tu me saisis dans le froid
qui commence à souffler
de la coulisse
au lever de rideau.

De la salle obscure
je vois le gouffre béant,
j’attends l’arrivée
du faisceau lumineux.

Le verbe dans le noir s’enfuiera
– le drame dans les actes s’enfermera.

1er mars 2000

 

"PIETÀ” BELLINIEGO

Tak pięknie jeżą się blankami
rdzawe mury Vicenzy
przed pochodem gór
spiętrzonych jak błękitna piana.

Płomykiem wzbija się dziewanna
kielich powoju zadziwiony
bluszcz czołga się do stóp Madonny.

A tu drewniana sztywność ciała
gdy w poprzek leży na kolanach
Tej co w męczarni Go wspierała.

W wielkim milczeniu po udręce
z promiennej rosy wstaje słońce.

Skwapliwie znów się z bólem brata
nieubłagane piękno świata.

luty 2002 

 

La Pièta de Bellini

Les rouges murs de Vicence
fièrement se dressent
devant les monts en parade
étagés dans une écume bleue.

La molène dresse sa flamme
le calice du liseron s’étonne
le lierre rampe aux pieds de la Madone.

Ici le corps rigide
repose sur les genoux
de Celle qui adoucit son martyre.

Dans le silence d’après le supplice
le soleil se lève de la brillante rosée.

A nouveau la douleur empressée
s’unit à l’implacable beauté.

février 2002